31 maja 2020

"Motyw ukryty. Zbrodnie, sprawcy i ofiary. Z archiwum profilera" Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

Udostępnij ten wpis:
Katarzyna Bonda to znana pisarka kryminałów, która w swoich powieściach stara się pokazać śledztwo od tej mniej znanej strony, od pracy profilera. Bogdan Lach jest psychologiem śledczym, który jako profiler brał udział w w ponad stu sprawach. „Motyw ukryty” jest ich drugą wspólną książką. W duecie debiutowali w 2009 roku, tytułem „Zbrodnia doskonała”. Po 11 latach postanowili ponownie połączyć siły i wydać książkę, która pokaże jakie zmiany zaszły przez tę dekadę w prowadzeniu śledztwa, a także by pokazać nowe zbrodnie.

Wstrząsające zbrodnie. Prawdziwe historie.

Autorka bestsellerowych powieści kryminalnych Katarzyna Bonda i wybitny profiler dr Bogdan Lach przedstawiają najciekawsze sprawy z archiwum policyjnego psychologa śledczego.

Autorzy krok po kroku prowadzą czytelników przez kolejne etapy poszukiwań sprawców zbrodni. Znajdują dowody lub zbierają dane wiktymologiczne tam, gdzie na pierwszy rzut oka ich nie ma. Demaskują tajemnice z pozoru zwykłych ludzi, którzy okazują się przestępcami. Dzięki umiejętnościom i pracy profilera winowajcy odpowiedzą za popełnione zbrodnie.”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4925778/motyw-ukryty-z-archiwum-profilera)

Zacznę od tego, że "Motyw ukryty" czytało się dobrze i szybko. Autorzy używają profesjonalnego słownictwa, ale jest to książka napisana dla zwykłego człowieka, a nie znawcy tematu, dlatego wszystko jest wyjaśnione i klarowne. Przyznaję, że fragmenty pana Lacha podobały mi się bardziej i chciałabym, aby było ich więcej. Można to jednak zrzucić na karb jego doświadczenia, pisał o tym, co doskonale zna z autopsji.

Na początku książki opisana jest sprawa zabójstwa pewnej kobiety, która mieszkała sama. Przedstawione są wszystkie fakty z jej życia oraz te dotyczące bezpośrednio przestępstwa. Autorzy nie zdradzają jednak kto zabił, jest to zagadka dla czytelnika. Posługując się wiedzą zdobytą podczas lektury, sami mamy spróbować rozwiązać sprawę. Przyznaję, że źle typowałam osobę, która popełniła zbrodnię. Jest to dla mnie zachęta, aby dowiedzieć się więcej z zakresu psychologii śledczej.

W „Motywie ukrytym” ukazano różne zbrodnie: samobójstwa, samobójstwa pozorowane, morderstwa, gwałty, molestowanie. Za każdym razem autorzy pokazywali nam nie tylko sam akt przestępstwa, ale również co się działo wcześniej, co do niego doprowadziło, jaki był ukryty motyw zdarzenia. Wiele rzeczy może wpłynąć na osobę, która dokonuje zbrodni. Mogą to być wydarzenia z dzieciństwa albo gromadzone od lat uczucia, które nagle otrzymują bodziec wyzwalający. Może to być oczywiście chęć zemsty, motyw ekonomiczny bądź choroba sprawcy, zaburzenie psychiczne. Czy patrząc na daną osobę, można przewidzieć, że popełni przestępstwo bądź będzie jego ofiarą? Nie.

Przedstawione przez autorów sprawy były ciekawe i interesowało mnie jak się zakończyły oraz dlaczego w ogóle wystąpiły. Wielokrotnie byłam oburzona brutalnością działań sprawcy, a także brakiem kary dla osób powiązanych z wydarzeniami. Najwięcej emocji wzbudziły we mnie wątki, w których dopuszczano się molestowania nieletnich, a matki przymykały na to oko bądź same wpychały dzieci do łóżek zboczeńców. Nigdy nie zrozumiem takiego postępowania, nigdy nie przestanie budzić we mnie buntu i ogromnej złości.

Polecam lekturę „Motywu ukrytego”. Jest to dobrze napisana książka, w której doświadczony profiler dzieli się swoją wiedzą. Jeżeli interesujecie się kryminalistyką, psychologią śledczą, jest to książka dla Was. Jeżeli lubicie kryminały, również powinniście być zadowoleni z tego tytułu – zapoznajcie się z autentycznymi wydarzeniami, poznajcie co kieruje przestępcami i co inspiruje pisarzy do napisania powieści kryminalnej. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

Wyd. Muza; str. 448, maj 2020

Recenzja znajduje się również na:

24 maja 2020

"Amy i Isabelle" Elizabeth Strout

Udostępnij ten wpis:
Elizabeth Strout znana jest przede wszystkim za powieść „Olive Kitteridge” oraz „Mam na imię Lucy”. Autorka ma na swoim koncie jednak kilka innych tytułów wartych uwagi, np. przeczytaną przeze mnie „Amy i Isabelle”.

„Isabelle i Amy są pod wieloma względami jak każda matka i jej szesnastoletnia córka – mieszanką miłości i nienawiści. Prowadzą standardowe, przewidywalne życie w plotkarskim miasteczku przemysłowym Shirely Falls, co tylko nasila napięcie między nimi. I kiedy się wydaje, że gorzej już być nie może, Amy odkrywa swoją seksualność. Przepaść między matka i córką pogłębia się i nie da się przerzucić nad nią mostu do czasu, gdy Isabelle zacznie się przyglądać swojej przeszłości. A są tam tajemnice, których bardzo się wstydzi, szczególnie przed Amy.” (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4846909/amy-i-isabelle)

„Amy i Isabelle” to powieść o dojrzewaniu. Chociaż może wydawać się to dziwne, w książce dojrzewa nie tylko nastoletnia Amy, ale również jej matka. Kobieta uczy się, jak rozmawiać ze swoją córką, jak pogodzić się z przeszłością, jak znowu czuć się ze sobą swobodnie. Dojrzewa w tym samym stopniu, co Amy. Obie odkrywają siebie. Amy zaczyna poznawać swoje ciało, swoją seksualność. Jest to temat bliski każdej kobiecie, nastolatce. Każda z nas przez to przechodziła, każda uczyła się o sobie na swój sposób, w swoim tempie.

Strout porusza również temat relacji matki z córką. Nie zawsze jest to prosty związek. Czasem, jak w przypadku Amy i Isabelle, pojawia się napięcie, które nie pozwala na swobodę i wyrażanie uczuć. Jest to trudny wątek, na pewno nie każda kobieta otwarcie przyzna się do tego, że nie potrafi nawiązać szczerej więzi z własnym dzieckiem. Autorka pokazała, że na taką sytuację mogą mieć wpływ różne wydarzenia z przeszłości, brak otwartości, zazdrość. Czy Amy i Isabelle udało się wreszcie porozmawiać i zacząć zdrową relację? Musicie sięgnąć po książkę, aby dowiedzieć się więcej.

Myśląc teraz o powieści, wspominam duchotę, która panowała w jej fabule. Nie chodzi tylko o upalne lato, które było tłem do rosnącego napięcia między Amy i Isabelle. Shirely Falls to plotkarskie miasteczko, w którym ludzie duszą się we własnym sosie. Czasem mogłam odczuć tę gęstą atmosferę panującą między mieszkańcami. Wszyscy grali, mieli swoje sekrety, nakładali maski, które miały ukazać ich w jak najlepszym świetle.

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Elizabeth Strout, ale chętnie sięgnę po inne tytuły. Autorka ma przyjemny styl, dzięki czemu dobrze czytało mi się opisaną historię. Stworzyła ciekawą opowieść, którą snuła powoli. Chętnie sięgnę po inne tytuły pisarki. 

Tytuł oryginalny: Amy and Isabell; wyd. Wielka Litera; tłum. Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik; str. 448, maj 2018

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki  

20 kwietnia 2020

"Dlaczego nikt nie widzi, że umieram" Renata Kim PRZEDPREMIEROWO

Udostępnij ten wpis:
„Dlaczego nikt nie widzi, że umieram” to historie osób, które doświadczyły w swoim życiu przemocy psychicznej. Jest to książka, która była ważna, gdy powstawała, a teraz jest jeszcze ważniejsza. Z powodu pandemii jesteśmy zmuszeni do siedzenia w domu, wiele osób nie pracuje. Sprzyja to narastaniu agresji, eskalacji przemocy, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Na całym świecie rośnie liczba ofiar przemocy domowej. Na szczęście powstaje wiele pięknych inicjatyw, które mają wspierać osoby, które potrzebują pomocy.

W kilkunastu, napisanych w pierwszej osobie reportażach autorka pokazuje, jak człowiek wchodzi w toksyczną relację, jakie są jej kolejne etapy i jak trudno się z niej wyplątać. Bo – jak mówią wszyscy psychologowie i same ofiary – uruchamia się w nim mechanizm uzależnienia, z którego trudno się wyrwać, podobnie jak z nałogu alkoholowego czy każdego innego. Na dodatek ofiara z biegiem czasu słabnie: zaczyna kwestionować własny rozsądek i umiejętność oceny sytuacji, przyjmuje punkt widzenia przemocowca. I jeszcze jedno: otoczenie jest zwykle po stronie kata, nie wierzy ofierze.

Bohaterkami książki są głównie kobiety, ale autorka przedstawia także historię mężczyzny – ofiary.”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4920023/dlaczego-nikt-nie-widzi-ze-umieram-historie-ofiar-przemocy-psychicznej)

W 2017 roku odnotowano ponad 77 tysięcy przypadków przemocy psychicznej, ponad 60 tysięcy fizycznej, 1200 seksualnej. W statystykach zaczyna dominować przemoc psychiczna, co świadczy o tym, że służby zaczynają dostrzegać ten problem, chociaż w kodeksie karnym wciąż nie ma bezpośrednich zapisów o nim.

Każda przemoc jest zła, mam jednak wrażenie, że osoby doświadczające przemocy psychicznej cierpią podwójnie. Nie ma widocznych śladów na to, że ktoś został skrzywdzony, wielu ludzi ma zatem problem z uwierzeniem w czyjeś nieszczęście. Bagatelizują sprawę, lekceważą uczucia ofiary, która zostaje sama ze swoimi troskami. Ciężko jest wyrwać się z toksycznej relacji, jeżeli nikt ci nie wierzy, nie wysłucha i nie pomoże.

Autorka przedstawiła w swojej książce historie kobiet, ale również mężczyzny, który stał się ofiarą przemocy psychicznej. Chociaż częściej to kobiety są krzywdzone, nie możemy myśleć, że mężczyzn to nie spotyka. Jak pokazuje Renata Kim, ciężko przewidzieć kto może stać się ofiarą. Może to być osoba, która od lat żyje w małżeństwie, ale nagle wdała się w romans. Może to być samotna matka albo wykwalifikowana psycholog, która doskonale zna działanie przemocowców. Osoba, która stosuje przemoc psychiczną to najczęściej narcyz, który potrafi znaleźć u drugiego człowieka jakąś słabość, trafia na podatny grunt i manipuluje ofiarą, uzależnia ją od siebie. To jak narkotyk – wiesz, że jest złe, ale chcesz więcej.

Ktoś może powiedzieć, że taki manipulator jest silną osobą. Według mnie pod tą pozorną siłą skrywa słabość. Musi kimś sterować, aby poczuć własną moc. Wybiera kogoś o miękkim sercu, naiwnego, z problemami lub szukającego bliskości, żeby łatwiej było go zdominować.

Warto przeczytać „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram”, żeby chociaż trochę zrozumieć problem przemocy psychicznej, żeby wiedzieć jak reagować, jak pomóc osobie, która zgłosi się do nas. Bądźmy wrażliwsi na krzywdę drugiego człowieka. Myślę, że wielu czytelników czytając opisane historie, będzie mogło przytoczyć podobne ze swojego otoczenia. Warto, aby po tę książkę sięgnęły osoby, które były w takich toksycznych relacjach. Może pomoże ona im zrozumieć, że nie są same, że to nie jest ich wina, że nie są chore, gorsze, że da się z tego wyjść i zakończyć wyniszczającą znajomość.

Polecam ten tytuł Waszej uwadze. Prawdopodobnie w przyszłości sięgnę po książki, które wzbogacą moją wiedzę o przemocy psychicznej. Myślę, że ta była dobrym wstępem do tematu. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W. A. B. 

Wyd. W. A. B.; str. 320, kwiecień 2020 (ebook) 

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram 

15 kwietnia 2020

"Dziewczyna z sąsiedztwa" Jack Ketchum

Udostępnij ten wpis:
„Dziewczyna z sąsiedztwa” Jacka Ketchuma to książka, o której wiele słyszałam. Polecali mi ją znajomi, czytałam o niej na różnych stronach, pojawiała się w rozmowach na Instagramie. Wszyscy mówili zgodnie, że jest to mocna, przerażająca historia, od której nie sposób się oderwać. Trochę się bałam, że po tak wielu pochwałach, moje oczekiwania są wysokie i powieść im nie sprosta. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy jakaś bestsellerowa lektura nie przypadła mi do gustu. Cóż, w przypadku „Dziewczyny z sąsiedztwa” wszystkie opinie jak najbardziej się sprawdziły i ja sama dołączam do grona osób, które polecają tę opowieść.

Przedmieścia. Ciemne ulice, przystrzyżone trawniki i przytulne domy. Miła, spokojna okolica. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. W domu Chandlerów, przy ślepej uliczce, w ciemniej, zawilgoconej piwnicy, Meg i Susan zdane są na łaskę kapryśnej i cierpiącej na ataki szału ciotki Ruth, którą szybko ogarnia szaleństwo. Szaleństwo, którym zaraża swoich trzech synów oraz całą okolicę. Jedynie jeden zatroskany chłopiec spróbuje oprzeć się złu zarażającemu niewinne umysły. Musi podjąć bardzo dorosłą decyzję i wybrać między miłością i współczuciem, a pożądaniem i złem… Którą drogę wybierze?” (https://papierowyksiezyc.pl/ksiegarnia/dziewczyna-z-sasiedztwa/)

Zacznę od tego, że jest to historia oparta na faktach. Warto o tym pamiętać. Nie jest to wymysł autora, twór jego wyobraźni. Nie stworzył on chorej kobiety, która kierowała się gniewem i w swoim szaleństwie zniszczyła dzieciństwo wielu osobom. Ona istniała naprawdę i w 1965 roku, mając trzydzieści sześć lat, dopuściła się się przestępstwa. Kiedy czytałam książkę i myślałam o tym, że można dopuścić się takich rzeczy… Wiem, że wiele rzeczy Ketchum wymyślił sam, jednak sam pomysł nie wziął się z niczego.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Fabułę śledzimy z perspektywy młodego chłopaka, który jest sąsiadem Ruth, kobiety u której zatrzymują się siostrzenice i gdzie będzie rozgrywać się przerażająca akcja. Autor w posłowiu napisał, że specjalnie zdecydował się na taki zabieg. Dzięki temu zachował okrutny wydźwięk książki, bez żerowania na okrucieństwie doświadczanym przez dzieci. Młody bohater był świadkiem wielu wydarzeń, ale nie widział wszystkiego, dlatego autor mógł tylko nakreślić daną sytuację, bez wdawania się w szczegóły. Myślę, że była to słuszna decyzja. Sama wielokrotnie miałam straszne nerwy podczas lektury, więc cieszę się, że pewne opisy zostały mi oszczędzone.

Jest to niepokojąca opowieść o mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy. David jest młodym chłopakiem, który przez całe swoje życie żył w spokojnej okolicy i chociaż niektórzy jego koledzy mieli dziwne, czasem niebezpieczne pomysły, to nie spotkał się z prawdziwym złem. Nagle stanął przed ciężkim wyborem. Widzi grozę i zło, ale ma to w sobie coś pociągającego, coś co budzi w nim nieznane dotąd emocje. Jest to również historia o tym, jak dzieciństwo nas kształtuje, jak wpływa na naszą przyszłość. Traumatyczne wydarzenia zawsze w jakiś sposób odciskają się na człowieku, są z nami przez całe życie.

„Dziewczyna z sąsiedztwa” to horror, w którym pisarz nie straszy nas wymyślonymi potworami. Najstraszniejszy jest tam człowiek oraz to, jak może traktować drugą osobę. Jest to wstrząsająca opowieść dla ludzi o mocnych nerwach. Polecam fanom powieści grozy, na pewno się nie zawiodą.

Tytuł oryginalny: The Girl Next Door; wyd. Papierowy Księżyc; tłum. Łukasz Dunajski; str. 340, marzec 2016

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki  

2 kwietnia 2020

"Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości" Magda i Piotr Mieśnik

Udostępnij ten wpis:
„Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości” Magdy i Piotra Mieśnik to reportaż, który jeszcze przed swoją premierą wzbudził zainteresowanie wśród sporego grona czytelników, w tym i u mnie. Dlaczego tak wiele osób chciało przeczytać tę książkę? Przecież prostytutki nie kojarzą się nam najlepiej. Myślę, że chodziło o kontrowersje wokół tego tematu, chęć poznania sekretów najstarszego zawodu świata.

Ten świat zanurzony jest w prozie, a nawet bagnie życia, jednak od zawsze otacza go aura tajemniczego romantycznego mitu. Kurtyzany, ladacznice, dziwki, call-girls, sexworkerki – bohaterki niezliczonych powieści i filmów, obiekty ciekawości tzw. przyzwoitego świata, zimne uwodzicielki, które wiedzą, jak owinąć sobie mężczyznę wokół palca. Ile jest w tym prawdy? Ile jest tych prawd i co się za nimi kryje? Pora przyjrzeć się, jak wygląda życie w tym zawodzie zza kulis. Ile w nim „przyjemności” i wyboru, a ile obrzydzenia, bólu i bezsilności.”
(https://www.gwfoksal.pl/prostytutki-tajemnice-platnej-milosci-magda-miesnik-skua03df61604470bb30ea8.html)

Przede wszystkim jest to książka, w której autorzy oddają głos bohaterom. Oni sami nie oceniają, zachowują dystans, przedstawiają fakty. Bohaterami są nie tylko młode, atrakcyjne kobiety, ale również te starsze, zmęczone życiem, a także mężczyźni. Są tam historie zarówno prostytutek, jak i osób korzystających z ich usług. Autorzy opisują znane, głośne historie, nie omijając jednak takich, które nie pojawią się na czołówkach gazet.

Nigdy nie wiadomo, dlaczego ktoś zaczął pracę w tej branży. Zmusiła ich sytuacja finansowa, może pojawiła się okazja na „łatwy” zarobek, może zostały/zostali uprowadzeni na handel ludźmi i trafili do burdelu, z którego boją się teraz uciec. A może ktoś z najbliższych wziął ją/jego za rękę i wskazał drogę. Początki są różne, różnie może się też zakończyć ich praca. Wielu osobom udaje się uciec, zacząć gdzieś nowe życie, odciąć od przeszłości. Niektórzy na zawsze zostają w seksbiznesie, a niektórzy – niestety – tracą życie w tragicznych okolicznościach.

Trochę miejsca poświęcono na aferę z kobietami, które latały do Dubaju. Wcześniej do tego tematu podszedł Piotr Krysiak w książce „Dziewczyny z Dubaju”, o czym również wspominają autorzy. Nie jest to na pewno nic odkrywczego, ale dla mnie, osoby która nie zagłębiała się w te historie, były to nowe wiadomości. Młode, ładne, zadbane kobiety latały na zagraniczne spotkania z bogaczami. Za swoje towarzystwo i inne usługi, dostawały więcej, niż niektórzy za miesiąc pracy. Często też pokazywały się na eleganckich spotkaniach w Polsce, chociaż wiele z nich robiło to niechętnie – bały się rozpoznania.

W książce ukazane są również prostytutki, które zarabiają mniej, nie pracują w luksusach i eleganckich mieszkaniach. Stoją przy drogach, siedzą w burdelach, wynajmują byle jakie mieszkania, żeby przyjmować w nich klientów. Oddają się obcym, spełniając ich potrzeby i fantazje. Mają krótkie przerwy między spotkaniami, żeby trochę się odświeżyć, przygotować. Niektóre są trzymane przez alfonsów, bite, poniżane, ranione. Z dala od rodziny i bliskich, którzy w razie ich nieposłuszeństwa, również są zagrożeni.

Opisane są historie osób, które prostytuują się z własnej woli. Robią to kiedy chcą, w bezpiecznych i czystych miejscach, za dobrą stawkę. Mówią, że nie chcą iść do innej pracy, gdzie musiałyby więcej robić, a mniej zarabiać. Nie narzekają na swoje życie. Inne robią to, bo są zmuszane – przez jakąś szajkę, przez chłopaka czy matkę. Sprzedają swoje ciało, bo potrzebują na narkotyki albo ktoś skrzywdził je wcześniej i nie znają innego życia. Autorzy nie pokazują tylko tego, że jest źle, nie ukazują też prostytucji w samych kolorowych barwach, jako prostego środka na zarobek. Starają się być obiektywni.

Książka jest warta uwagi. Nie żałuję, że zdecydowałam się na nią i polecam jej lekturę, jeżeli nadarzy się okazja. Sama mam problem z jednoznaczną oceną osób, które pracują w seksbiznesie. Myślę, że po lekturze tego reportażu, wiele z Was może mieć ten sam kłopot. 

Wyd. W. A. B; str. 320, styczeń 2020

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki

24 marca 2020

"Mag bitewny" Peter A. Flannery

Udostępnij ten wpis:
Po przeczytaniu genialnego Cyklu Demonicznego, miałam problem z tym, aby książka fantasy mnie tak mega pochłonęła, żebym się nią zachwycała. Czytałam dobre historie, z ciekawie skonstruowaną fabułą i intrygującymi światami. Jednak cały czas czułam, że nic nie dorównuje serii Bretta (jeżeli jeszcze nie czytaliście, gorąco polecam). W zapowiedziach trafiłam na „Maga bitewnego” Petera A. Flannery’ego. Smoki, magowie, rycerze. Brzmi super. Do tego skojarzenie z Peterem V. Brettem. Zamówiłam zaraz po premierze, teraz przeczytałam i… tak, mamy to! Zaraz opowiem Wam więcej, ale od razu mogę się przyznać, że wreszcie znalazła się powieść fantasy, która mnie totalnie pochłonęła.

Nie ma uczucia silniejszego od smoczego smutku. Może tylko smocza wściekłość.
Armia nieumarłych pod wodzą demona zalewa królestwo Furii. Kolejne armie obrońców uginają się przed nieujarzmioną potęgą wroga. Ludzie zamieniają się w Opętanych i ruszają mordować własne rodziny. Świat pogrąża się w mroku, rozpaczy i dzikim przerażeniu.
Jedyną nadzieją na przetrwanie jest walka u boku maga bojowego i jego smoka. Tych jednak jest zbyt mało. Od czasu Wielkiego Opętania tylko nieliczni mają odwagę przywoływać smoki. Niektóre z nich, szalone i nieobliczalne, stanowią śmiertelne zagrożenie dla ludzi. Potrzeba wyjątkowego człowieka, by okiełznać ich moc...
Falko Dante - słabeusz w świecie wojowników, umierający na tajemniczą chorobę syn szaleńca i zdrajcy. Nie tak wyglądają bohaterowie tej wojny. A jednak to na jego barki spadnie ciężar odpowiedzialności i jemu przypadnie do odegrania rola, która zaważy na losach tysięcy ludzi.”
(https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/peter-flannery/mag-bitewny-t-1/)
Na początku jest spokojnie, autor wprowadza czytelnika w historię. Poznajemy głównego bohatera i jego przyjaciół, oczywiście nie wszystkie informacje są nam zdradzone od razu. Wraz z biegiem czasu akcja nabiera tempa, a przed odbiorcą rysuje się wizja nadchodzącej wojny. Zagrożenie jest coraz bliżej, a my na dobrą sprawę nie wiemy dokładnie z czym przyjdzie się mierzyć bohaterom. Jest to armia Opętanych, ale kim oni są? Kto stoi na ich czele i co potrafi? Flannery stworzył intrygujących antagonistów, groźnych, tajemniczych, bez sumienia, przerażających w swojej mocy i wyglądzie.
Główną postacią jest chuderlawy, schorowany nastolatek, napiętnowany przez wielu jako syn szaleńca i zdrajcy. Od początku zapałałam do niego sympatią i nie chodzi tu o litość nad słabszym. Falko Dante może i jest wątłej budowy i zdrowia, może pada ofiarą złych słów i zaczepek fizycznych, ale w jego sercu pali się ogień. Jest odważny, wierny swoim przyjaciołom, dla których jest w stanie zrobić wszystko. Czuć od niego dobroć, a także trochę niepokornego ducha. Pozostali bohaterowie również są ciekawi, wzbudzają emocje. Nie wszyscy są serdeczni i ujmujący, wielu z nich spiskuje, jest łasych na władzę, nie waha się podejmować drastycznych kroków. Po trupach do celu. Noszą też w sobie tajemnice, które jeszcze nie wyszły na jaw.
Powieść czyta się bardzo szybko. Fabuła wciąga, nawet jeżeli chwilami zwalnia tempa, to nie ma tam przynudzania. Jest magia w nowej odsłonie, różne rodzaje smoków, a do tego standardowa walka – łuki, miecze, konnica, rycerze w lśniących zbrojach. Tam po prostu nie ma miejsca na nudę. Jest lekko, z poczuciem humoru, ale również mroczno, niebezpiecznie. Jest radość, nadzieja na nowe życie, ale również smutek i łzy straty.
Mega jaram się tą książką i nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Akcja urwała się w momencie, w którym wiele może się wydarzyć. Nasi bohaterowie są zagrożeni, a nie wszystkich niebezpieczeństw się spodziewają. Liczę na to, że kolejna część wciągnie mnie równie mocno, da nam odpowiedzi na niektóre pytania i przyniesie nowe niespodzianki. Nie wiem ile ksiąg planuje autor, ale zacieram ręce z ekscytacji i liczę na więcej! 

Tytuł oryginalny: Battle Mage; wyd. Fabryka Słów; tłum. Maciej Pawlak; str. 613, marzec 2020
Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki

29 lutego 2020

"Wojna makowa" Rebecca F. Kuang

Udostępnij ten wpis:
Bardzo rzadko zdarza mi się tak, że widząc zapowiedź nieznanej autorki/autora, czekam na dzień premiery i od razu ją zamawiam. Raczej sprawdzam opinie, myślę o niej, sprowadzam do księgarni, chodzę koło niej, biorę do ręki, podczytuję początek (zalety mojej pracy). Jednak „Wojna makowa” od samego początku miała w sobie to coś, co mówiło do mnie „musisz mnie kupić!”. Jeszcze jak zobaczyłam, że poleca ją Peter Brett, który wrzucał jej zdjęcia na Instagramie, to już w ogóle głos w mojej głowie krzyczał KUP MNIE. I kupiłam. Wtedy zobaczyłam setki zdjęć na bookstagramach, kolejne pozytywne reakcje na tę historię. Oczekiwania rosły, bałam się, że będę miała tak napompowaną bańkę, że nie ma opcji, żeby książka spełniła moja wymagania. Jak wypadł debiut Rebecci F. Kuang w moich oczach? Zapraszam do czytania dalej.

Kiedy jesteś sierotą wojenną świat ma dla ciebie głównie pogardę, odrzucenie, brutalność i ból. Czasem, jeśli akurat masz szczęście, obojętność. Jeśli natomiast do tego jesteś dziewczynką, szczęście ma twoja przybrana rodzina. Zawsze może ubić interes i sprzedać cię na żonę jakiemuś zamożnemu staruchowi.

Rin doświadczyła tego wszystkiego. Jest nikim, jej życie nie ma dla nikogo żadnego znaczenia, nikogo też nie obchodzi jej los. Jeśli chce wydostać się z rynsztoka, w którym się wychowała, ma tylko dwie drogi. Pierwsza wiedzie przez łóżko obmierzłego starca. Druga, przez bramę Akademii Sinegradzkiej – elitarnej szkoły wojskowej. Aby podążyć tą drugą drogą, Rin zrobi wszystko, co tylko leży w ludzkiej mocy. A nawet więcej. To nie jest historia o potędze nauki, sile przyjaźni czy starciach wielkiej magii.

To jest historia o kołach czasu, które nieustępliwie i bezlitośnie mielą ludzkie losy. I o dziewczynie, która zniszczyła cały mechanizm. Kamieniem, bo na miecz była za biedna.”
https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/rebecca-f-kuang/wojna-makowa/


Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, przypomniałam sobie o trylogii Czarnego Maga, którą napisała Trudi Canavan. Może moje skojarzenia były podświadome, ponieważ widać tutaj podobny schemat, często wykorzystywany przez pisarzy. Młoda dziewczyna wywodząca się z biedoty; sierota, którą czeka przyszłość u boku starszego mężczyzny, gdzie będzie mu służyć ciałem, wydawać na świat potomków. Siłą swojej woli dostaje się do elitarnej szkoły, gdzie zostaje nieprzychylnie przyjęta przez dzieci z bogatych i wysoko postawionych rodzin. Na przekór nim stara się, aby udowodnić wszystkim, że zasłużyła na miejsce w szkole. Wraz z biegiem czasu okazuje się, że dziewczyna jest wyjątkowa…

Schemat ten można na pewno dopasować do wielu powieści, jednak czy to oznacza, że trzeba skreślić „Wojnę makową”? Wydaje mi się, że obecnie ciężko jest napisać coś, stworzyć od podstaw, co w żaden sposób nie będzie pokrywać się ze znanymi wcześniej historiami. Trudno być w stu procentach oryginalnym.

„Wojna makowa” to historia z dalekowschodnim klimatem. Jej orientalna atmosfera przyciągnęła moją uwagę, skusiła do lektury. Zawsze jest to dla mnie coś świeżego, jako że do tej pory czytałam tylko jedno fantasy opierające się na tamtej kulturze. Do tego inna odmiana magii, właściwie szamanizmu, połączeń duchowych z bogami, wszystko to było nowe, inne.

Nie jest to historia, w której dostajemy młodą dziewczynę, która zakochuje się w jakimś zdolnym chłopaku i ślepo stara się mu zaimponować, dorównać. Nie jest to ckliwa historia skupiająca się na młodzieńczej miłości. Owszem, pojawi się wątek miłosny, ale dalej zastanawiam się na ile było to głębsze uczucie, a na ile obdarzenie kogoś szacunkiem, podziwianie jego siły i wiedzy, poczuciem wspólnoty, podobieństwa. Ciężko mi to osądzić, podobnie jak ciężko jest mi ocenić postawy niektórych bohaterów. Czy ktoś był zły czy dobry, a może miał tylko inne poglądy.

„Wojna makowa” jest brutalna, jak to na wojnie bywa. Wiele opisów było jednak tak odrażających, mocnych, że przerosły moje oczekiwania. Słyszałam wcześniej, że jest krwawa opowieść, ale nie sądziłam, że aż tak. Jeżeli ktoś nie lubi tak okrutnych scen, nie polecam sięgania po tę książkę. Zawsze się zastanawiam skąd autorzy czerpią inspiracje do takich bestialskich opisów.

Nie wiem czy tylko ja tak mam, może jestem za głupia, a może inni też mieli podobne odczucia, ale nie do końca mogłam się połapać w tej strefie duchowej, boskiej. Kto był dobry, kto był zły. Który bohater miał rację, ten szukający pomocy u bogów, czy ten twierdzący, że sprowadzą na nich nieszczęście. Czułam się trochę zagubiona.

Debiut pisarki uważam za udany. Wciągnęłam się w historię, szybko mi się ją czytało. Czekam na kolejny tom, który mam nadzieję rozjaśni mi rzeczy, których nie mogłam zrozumieć w „Wojnie makowej”. Jestem też ciekawa jak potoczą się losy Rin, jak ukształtują ją wydarzenia z końcówki pierwszej części, w którą stronę pójdzie. Podsumowując: jestem zadowolona z lektury, ale nie zachwycam się nią.

PS. Kupiłam wydanie w zintegrowanej oprawie i jest cudowne! Fabryka Słów postarała się. W środku znajdziecie czarno-białe rysunki, do tego oczywiście mapy. Cieszy oko.

Tytuł oryginalny: The Poppy War; wyd. Fabryka Słów; tłum. Grzegorz Komerski; str. 640, luty 2020

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki  

23 lutego 2020

"Położna z Auschwitz" Magda Knedler

Udostępnij ten wpis:
Można odnieść wrażenie, że ostatnio panuje moda na literaturę obozową. Na rynku pojawiło się i wciąż pojawia, sporo tytułów z tej kategorii. Są to nie tylko wspomnienia osób, które przetrwały to piekło, ale również książki typowo beletrystyczne, mające na celu wzruszać czytelnika. A jak powiedziała jedna z blogerek (Pani Bookowska), książki te raczej nie powinny wzruszać, a wstrząsać, przerażać. Samo Muzeum Auschwitz przestrzega przed niektórymi pozycjami, mogącymi przedstawiać niepoprawny obraz warunków panujących w obozach. Jedną z książek, które zyskały aprobatę Muzeum jest „Położna z Auschwitz”. Zdając się na ich zdanie, a także remonedacje wielu czytelników, zdecydowałam się na lekturę.

„Przejmująca opowieść o Stanisławie Leszczyńskiej.

W piekle obozu koncentracyjnego ocaliła tysiące dzieci.

Do KL Auschwitz trafia kolejny transport więźniarek. Wśród nich jest położna z Łodzi, która na własną prośbę zaczyna pracę w nieludzkich warunkach: bez wody, podstawowych narzędzi medycznych i leków. Porody przyjmuje na piecu przykrytym starą derką. Wielokrotnie ryzykuje życie, przeciwstawiając się rozkazom bezwzględnego Josepha Mengele. Robi wszystko, by chronić dzieci przed okrutnymi eksperymentami. Wspiera młode matki, którym siłą odebrano niemowlęta i wysłano je do Rzeszy. Albo na śmierć…

W Auschwitz nie była Stanisławą Leszczyńską. Była Mamą. Była nadzieją.

"Położna z Auschwitz" to dramatyczna opowieść inspirowana bohaterskim losem Stanisławy Leszczyńskiej. Polska położna odebrała w Auschwitz ponad 3 000 porodów, podczas których nie umarło żadne dziecko, żadna kobieta.”
(https://wydawnictwowam.pl/prod.polozna-z-auschwitz.19672.htm?sku=82567)

Stanisława Leszczyńska jest postacią autentyczną. Kobieta żyła w latach 1896 – 1974. Do Auschwitz-Birkenau trafiła w kwietniu 1943 roku wraz z córką. Była tam do 27 stycznia 1945 roku, do momentu wyswobodzenia obozu przez Armię Czerwoną. Do samego końca pracowała jako położna, nie opuszczając swoich podopiecznych. W trakcie pobytu w Auschwitz przyjęła ok. 3000 porodów. Pomimo warunków panujących na oddziale położniczym, nie straciła ani jednej kobiety, ani jednego nowonarodzonego dziecka. Jej postać zasłużyła na tę książkę, zasłużyła na to, aby jej historia trafiła do szerszego grona odbiorców.

Podczas lektury popłakałam się. Nie dlatego, że książka mnie wzruszyła, tanim chwytem zagrała na emocjach. Popłakałam się, bo nie mogłam uwierzyć w jakich warunkach przyszło żyć tym kobietom. Nie dość, że były oddzielone od swoich bliskich, żyły w niepewności co do swojego losu i losu ukochanych, musiały przetrwać na drastycznie małej ilości jedzenia, w brudzie, wśród szczurów, w zimnie, to jeszcze były w ciąży. Nosiły pod sercem nowe życie, któremu nie mogły zagwarantować bezpiecznego przyjścia na świat, nie mogły być pewne, że dziecko będzie miało co jeść, czy przeżyje trudne warunki i – przede wszystkim – czy władze pozwolą mu żyć. Musiały być silne nie tylko dla siebie, ale również dla noworodków. Jedna dla drugiej starała się być wsparciem, dokonywały tam pięknych gestów. Ludzkich gestów, a przecież były obdzierane ze swojego człowieczeństwa.

Magdzie Knedler udało się napisać książkę, która nie próbuje nam grać na emocjach. Nie próbuje czarować, używać pięknych słów, ubierać historii w dodatkową otoczkę. Ta historia broni się sama. Napisała powieść, która przedstawia warunki życia w obozie, jak nawet krótki pobyt w tym miejscu wpływał na psychikę i przyszłość więźniów. Pokazuje Stanisławę Leszczyńską taką, jaką widziały ją kobiety. Autorka oparła się na Raporcie położnej z Oświęcimia, który po wojnie napisała sama Leszczyńska, a także na wspomnieniach więźniarek, które miały styczność z Matką. Bo tym dla nich była. Matką, Mamą.

Polecam „Położną z Auschwitz”. Warto poznać Stanisławę Leszczyńską. Warto dowiedzieć się czegoś o historii obozu, a nie wszystkim łatwo przychodzi czytanie książek stricte historycznych.
Zastanawiam się nad kolejną książką z tej tematyki, ale chciałabym wybrać coś wartościowego. Polecacie którąś pozycję? Coś dla osoby, która dopiero zaczyna zagłębiać się w tę tematykę. 

Wyd. Mando; str. 304; styczeń 2020

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki 

26 stycznia 2020

"Wśród rekinów" Nele Neuhaus

Udostępnij ten wpis:
Nele Neuhaus to według mnie jedna z najlepszych autorek kryminałów. Jej seria z Pią Kirchhoff i Oliverem von Bodensteinem jest moim ulubionym cyklem kryminalnym. Polecam go wszystkim i jeszcze nikt się nie zawiódł. Kiedy usłyszałam o premierze "Wśród rekinów" bardzo się ucieszyłam, bo książek Nele nigdy za dużo. Ta książka różni się jednak od poprzednich. Przede wszystkim jest to thriller finansowy, którego akcja dzieje się w Nowym Jorku. Jest to również debiutancka powieść Neuhaus, której początkowo nikt nie chciał wydać. Na polską premierę również musiała trochę czekać, gdyż pierwsze wydanie za granicą było w 2005 roku.

"Nowy Jork, rok 1998. Młoda i piękna Alex Sontheim jest bankierem inwestycyjnym i całe życie walczy o to, by przebić szklany sufit. Dzięki ciężkiej pracy i dyscyplinie już osiągnęła ogromnie dużo w męskim świecie, w którym teraz musi udowodnić swoją wartość. Miliarder Sergio Vitali zaczyna ją adorować, lecz przystojny burmistrz Nowego Jorku Nick Kostidis systematycznie ją ostrzega przed podobno skorumpowanym Vitalim. Alex z początku puszcza plotki mimo uszu, ale gdy dokona pewnego odkrycia, znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie…"

Thriller finansowy to jednak zupełnie nie moja bajka. Byłam zmęczona specjalistycznymi nazwami, licznymi opisami transakcji biznesowych, których niestety nie rozumiałam. NIe ukrywam, że gdy następowały te finansowe wstawki, często przesuwałam po nich wzrokiem szybciej. Muszę jednak przyznać, że świat finansjery jest przerażający. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze, brutalna walka o zyski jest zatem na porządku dziennym. Chociaż na pewno świetnie jest mieć tak dobrze płatną pracę, nie zazdroszczę uczucia, że ktoś ciągle czeka na twój błąd, a konkurencja dyszy ci w kark.

Niestety, ale nie poczułam też sympatii do głównej bohaterki. Alex Sontheim to mądra kobieta, jest jedną z najlepszych osób na swoim stanowisku. Jest bardzo ambitna, imponują jej bogaci, znani ludzie. Cieszyła się, mogąc przebywać wśród elity Nowego Jorku (i nie tylko). To nie był ten rodzaj ambicji, który bym ceniła. Denerwowała mnie również jej kochliwość, zmienność uczuć, naiwność. Dopiero później, gdy Alex zaczęła dostrzegać prawdę w otaczającej jej rzeczywistości, kiedy otworzyła oczy, zmieniła się. Wtedy dopiero przestała mnie irytować swoim zachowaniem i postawą. Nie powiem, żebym darzyła ją sympatią, ale życzyłam jej dobrze.

Jeżeli pominąć fakt, że wątek finansowy nie jest dla mnie, reszta była w porządku. Byłam ciekawa jak potoczą się losy Alex, czy uda się jej rozwikłać zagadkę i wyjść z tego cało. Czułam lekkie napięcie w drugiej połowie książki, gdy sprawa zaczynała nabierać tempa, zaczęły się zacieśniać wszystkie powiązania między zainteresowanymi bohaterami, zwiększało się ryzyko odkrycia prawdy.

W książce widać potencjał autorki, który świetnie uwypuklił się w jej późniejszych tytułach - umiejętność kreowania zawiłej fabuły, konstruowania wątków, wyprowadzania czytelnika w pole. To wszystko stanowi o późniejszym sukcesie pisarki, bo trzeba pamiętać, że "Wśród rekinów" jest debiutem. Myślę, że gdyby ten thriller był trochę krótszy (ma ponad 700 stron), byłoby lepiej. Z całym moim uwielbieniem do Neuhaus muszę przyznać, że momentami mi się dłużył i przez to nie jestem zachwycona tą historią. Składam to jednak na karb tego, iż świat finansjery nie jest moim klimatem.

Jeżeli "Wśród rekinów" jest Waszą pierwszą książką Neuhaus i nie jesteście zadowoleni, dajcie pisarce kolejną szansę. Uwierzcie, że warto sięgnąć po jej cykl kryminalny, bo jest genialny. Jeżeli zaś jesteście zadowoleni, to jest mi niezmiernie miło i tym bardziej musicie poznać inne tytuły autorki.

Tytuł oryginalny: Unter Haien; wyd. Media Rodzina; tłum. Miłosz Urban; str. 784, październik 2019

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki  

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia