26 lipca 2020

"Daisy Jones & The Six" Taylor Jenkins Reid

Udostępnij ten wpis:
Taylor Jenkins Reid to autorka świetnej powieści „Siedmiu mężów Evelyn Hugo”, o której pisałam Wam w zeszłym roku. O jej najnowszej książce było w Polsce głośno na długo przed premierą. „Daisy Jones & The Six” zachwyciła Reese Witherspoon, a następnie wiele czytelniczek na świecie. Te z Was, które czytają w oryginale, od razu mówiły, że to świetna historia i niecierpliwie czekały na polską premierę. Te pozytywne opinie, a także fakt, iż poprzedni tytuł autorki przypadł mi do gustu, sprawiły, że również ja nie mogłam się doczekać, aż powieść ukaże się w naszym kraju.

12 lutego 1979 roku. Daisy Jones & The Six, najsławniejszy zespół rock’n’rollowy na świecie, daje koncert, na którym szaleje tysiące osób. Nikt jeszcze nie wie, że to ich ostatni wspólny występ. Jak doszło do tego, że kultowy zespół, którego piosenki królowały na wszystkich potańcówkach, przestał istnieć tak nagle?

To, co stało się między członkami zespołu, było wielka tajemnicą. Aż do teraz.”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4932487/daisy-jones-amp-the-six)

„Daisy Jones & The Six” to książka, którą czyta się jak prawdziwą biografię. Szczerze przyznaję, że sprawdzałam w Internecie, czy autorka nie inspirowała się autentyczną historią. Reid udało się oddać klimat lat 70., stworzyć tak wiarygodną opowieść, że dałabym się na nią nabrać. Powieść napisana jest w oryginalny sposób, gdyż nie mamy tutaj typowej narracji pierwszo lub trzecioosobowej. Są to wypowiedzi członków zespołu i ich współpracowników, którzy zgodzili się na wywiad. Jest to świetny zabieg, który ukazuje jak jedno wydarzenie może być różnie interpretowane przez uczestników zajścia. Każdy ma swoją prawdę, każdy inaczej odbierał czyjeś słowa i gesty.

Czytając książkę, bardzo często myślałam o tym, że chciałabym usłyszeć opisywaną muzykę. Nie jestem fanką rocka, ale autorka pisała o piosenkach zespołu w taki sposób, iż miałam wrażenie, że są naładowane emocjami. Naprawdę mam nadzieję, że ta historia zostanie zekranizowana i będę mogła posłuchać ścieżkę dźwiękową opartą na tekstach Reid.

„Daisy Jones & The Six” to powieść o spełnianiu marzeń, poszukiwaniu własnej drogi w życiu. To również historia o przezwyciężaniu własnych słabości. Bohaterowie tej książki zmagają się z różnymi problemami. Jak to w świecie rocka bywało, często towarzyszyły im imprezy, alkohol, narkotyki. Dla jednych był to dodatek, chwilowa rozrywka, dla innych sposób na życie. Problemy w związkach, połączeniem kariery i normalnego życia poza światłami reflektorów. O tym wszystkim opowiada Reid, przekazując to bezpośrednio od członków zespołu.

„Siedmiu mężów Evelyn Hugo” podobało mi się bardziej, ale uważam, że „Daisy Jones & The Six” jest ciekawą, wartą uwagi lekturą. Czyta się ją naprawdę szybko i daje ona szansę na relaks, oderwanie od rzeczywistości przy lekkiej opowieści. 

Tytuł oryginalny: Daisy Jones & The Six; wyd. Czwarta Strona; tłum. Agnieszka Kalus; str. 424, lipiec 2020

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki

12 lipca 2020

"Ballada ptaków i węży" Suzanne Collins

Udostępnij ten wpis:
Ostatnio opowiadałam Wam o „Igrzyskach Śmierci”, co spowodowało, że w końcu po nie sięgnęłam. Jak pamiętacie, powodem była premiera „Ballady ptaków i węży”, prequela trylogii. Prequela, który wiele wyjaśnia i wprowadza do dobrze nam znanej historii. To nie jest opowieść pisana na siłę, wydawana dla odświeżenia wątków i zarobienia pieniędzy. To nie jest odgrzewanie kotleta w stylu E. L. James czy Stephanie Meyer, które po latach piszą dokładnie o tych samych wydarzeniach, ale z perspektywy męskiej. Nie, „Ballada ptaków i węży” to prequel, którego potrzebowaliśmy, a mogliśmy nawet nie zdawać sobie z tego sprawy.

AMBICJA GO NAPĘDZA.

RYWALIZACJA GO MOTYWUJE.

WŁADZA JEDNAK MA SWOJĄ CENĘ.

Dziesiąte Głodowe Igrzyska rozpoczyna poranek dożynek. W Kapitolu osiemnastoletni Coriolanus Snow zamierza skwapliwie skorzystać z szansy, jaką jest rola mentora, i zdobyć sławę. Potężny niegdyś ród Snowów podupadł i niepewny los Coriolanusa zależy teraz od tego, czy zdoła on pokonać innych mentorów urokiem osobistym i sprytem.
Tyle że los nie bardzo mu sprzyja. W udziale przypadła mu dziewczyna z Dystryktu Dwunastego, najbiedniejszego z biednych. Losy obojga splotą się ciasno – każda decyzja, którą podejmie Snow, może prowadzić do sukcesu lub porażki, triumfu lub klęski. Na arenie rozgrywa walkę na śmierć i życie, ale poza areną zaczyna się w nim budzić współczucie… Tylko jak postępować według zasad, gdy pragnie się przetrwać za wszelką cenę?”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4923151/ballada-ptakow-i-wezy)

Prezydent Snow to jedna z najbardziej nielubianych postaci z trylogii. Nie ma się co dziwić, w końcu to on jest odpowiedzialny za Igrzyska Śmierci, to on utrudniał życie w dystryktach, to on bawił się losem niewinnych nastolatków. Miał na swoim sumieniu wiele ludzkich istnień. Był głównym antagonistą trylogii. Dzięki najnowszej książce czytelnicy mają okazję poznać Snowa jako nastolatka, zobaczyć co sprawiło, że stał się prezydentem, co kierowało jego decyzjami. Jest to szansa na pokazanie podłoża późniejszych wydarzeń, zbudowanie podwalin do trylogii.

Coriolanus jest dla mnie postacią niejednoznaczną. W trakcie czytania „Ballady ptaków i węży” widziałam w nim dobro, może czasem wynikało z egoistycznych pobudek, ale jednak było. Był często mniej bezwzględny niż jego koledzy, wojna źle mu się kojarzyła, doznał w życiu wielu krzywd i pomimo wielkiego nazwiska, musiał walczyć o swoje. Przez cały czas czekałam na moment, w którym stwierdzę, że tak, teraz rodzi się w nim Snow, jakiego znamy. Snow, który będzie rządził Panem twardą ręką. I chociaż widzę wpływy, które ukształtowały dorosłego Coriolanusa, wciąż nie dostałam wszystkich odpowiedzi. Wielu czytelników czuje zapewne niedosyt i czeka na to, że Suzanne Collins napisze kontynuację tej historii.

Trudno byłoby pisać o „Balladzie ptaków i węży” i nie wspomnieć o Lucy Gray, dziewczynie z Dwunastego Dystryktu, która musiała stanąć do walki na arenie. To właśnie Lucy rozbudziła w Coriolanusie uczucia, których nie spodziewał się nigdy poznać. Współczucie do trybutów, sympatię, troskę. To ona pokazała mu, że można żyć wśród przyjaciół, nie posiadając bogactw, ale cieszyć się i czerpać z życia na tyle, na ile pozwoli Kapitol. Wpływ Lucy widać w przyszłości, chociażby w piosence śpiewanej przez Katniss. Dziewczyna jest też jedną z najbarwniejszych postaci, jakie pojawiły się w uniwersum opisanym przez Collins.

Wiele osób zachwyca się książką i uważa, że zostawia ona daleko w tyle trylogię. Uważam, że jest to dobra książka, bardzo potrzebna, dopełniająca historię. Dla mnie jednak jest nierówna. Pierwsza połowa była dla mnie dużo ciekawsza, bardziej wciągająca. Interesowały mnie wydarzenia na arenie, to jak na początku wyglądały Igrzyska. Poznawałam historię rodziny Snow, a także bohaterów z Kapitolu, ich reakcje na śmiertelną zabawę i pierwszą rebelię. Druga część, tocząca się już po zawodach, według mnie zwolniła. Owszem, dalej pokazywała dojrzewanie Corio, wpływ otoczenia na jego postawę, ale jednak coś mi zgrzytało i nie byłam tak zaintrygowana, jak wcześniej. Wydaje mi się, że ma to związek z rosnącą powoli irytacją w stosunku do głównego bohatera. Nie chcę za wiele zdradzać, ale zmiana, która w nim następuje, a właściwie uwidacznia się wpływ Kapitolu, coraz mniej mi się podobała, chociaż ostatecznie wiedziałam, w którym kierunku rozwinie się Snow.

Chociaż „Ballada ptaków i węży” była nierówna, to ogromnie się cieszę, że powstała. Uważam, że była ona potrzebna dla wzbogacenia fabuły, ukazania narodzin Igrzysk Śmierci. Jest książką, którą na pewno muszą przeczytać fani cyklu. Jest też nadzieją na to, że Collins napisze kontynuację, bo wciąż czekam na odpowiedzi na wiele pytań. Jest powieścią, która miała nie tylko ukazać powstawaniem Panem takim, jakie znamy z trylogii. Miała sięgnąć głębiej i pokazać rozwój psychologiczny jednej z najważniejszych postaci w historii. Myślę, że spełniła swoje zadanie i rozbudziła chęć na więcej. 

Tytuł oryginalny: The Ballad of Songbirds and Snakes; wyd. Media Rodzina; tłum. Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz; str. 544, wyd. czerwiec 2020

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina. 

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki  

6 lipca 2020

Trylogia "Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins

Udostępnij ten wpis:
O „Igrzyskach Śmierci” powiedziano już chyba wszystko. Trylogia, którą pokochały miliony czytelników na całym świecie. Bohaterowie, którzy ożywili wyobraźnię wielu fanów. Jedna z najpopularniejszych serii dla młodzieży, która doczekała się ekranizacji, równie znanych jak książki. Historia, która wciąż budzi emocje, chociaż od jej ukazania się minęło ponad dziesięć lat. Nadal uniwersalna, dalej chętnie czytana. I pewnie wstyd się przyznać, że sięgnęłam po nią dopiero teraz, w związku z premierą prequela, „Ballady ptaków i węży”.

W państwie Panem, które powstało na gruzach dawnej Ameryki Północnej, co roku odbywa sie okrutne telewizyjne show - Głodowe Igrzyska. Biorą w nim udział młodzi z podległych stolicy dystryktów, a wśród nich szesnastolenia Katniss. Choć wcale tego nie chce, urasta na przywódczynię buntu przeciwko autorytarnej władzy... Nie ma też zamiaru zakochać się, a już na pewno wybierać między dwoma chłopcami, ale i do tego będzie zmuszona.”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/238924/igrzyska-smierci-trylogia)

Historia napisana jest pierwszoosobowo, co niektórym może przeszkadzać. Dla mnie to nie był żaden problem, czułam się jakbym siedziała w głowie bohaterki i znała jej wszystkie myśli. Jako że to Katniss była narratorką i śledziłam wydarzenia z jej perspektywy, nie wiedziałam o niczym przed nią. Wszystko było niespodzianką zarówno dla niej, jak i dla mnie. Mogłam bezpośrednio odczuwać jej emocje, strach na arenie, troskę o siostrę, niepewność jutra. Wiem, że nie wszyscy darzą Katniss sympatią. Myślę, że sposób narracji może mieć na to wpływ – bardzo dobrze możemy zobaczyć, jak zdezorientowana bywa, niezdecydowana. Musimy jednak pamiętać, że to nastolatka, znajdująca się w trudnej sytuacji życiowej. Ma prawo być zagubiona w swoich uczuciach.

Team Peeta czy Team Gale? Odwieczne pytanie fanów serii, dla każdego odpowiedź jest czysto subiektywna. Powiem szczerze, że jeżeli musiałabym wybierać, to stawiałabym na Peetę, ale cóż... Prawda jest taka, że żaden z chłopaków nie rozkochał mnie w sobie, żaden nie sprawił, że dopingowałabym go w wyścigu do serca Katniss. Było mi to naprawdę obojętne, kogo wybierze. Chyba nie taki jest plan tworzenia trójkątów miłosnych w książkach, które w zamyśle, powinny rozgrzewać czytelnika do czerwoności.

Za to bohaterowie drugoplanowi stanowili wisienkę na torcie. Jestem zdecydowanie Team Finnick. Ten chłopak był jedną z najlepszych postaci w serii i mocno mu dopingowałam, życzyłam mu jak najlepiej. Wzbudził we mnie dużo pozytywnych uczuć, rozbawił, wzruszył. Jeżeli Suzanne Collins postanowi znowu wrócić do Igrzysk Śmierci i przytoczyć historię jednego z bohaterów, to poproszę Finnicka. Albo Haymitcha. Mentor Katniss to mężczyzna, który wzbudza skrajne emocje. Potrafi zachować się jak skończony dupek, ale skrywa w sobie dużo empatii i ciepłych uczuć. Jego chłodną, zdystansowaną osobowość, ukształtowały Igrzyska Śmierci.

Trylogia to poznawanie tradycji Igrzysk, ich brutalności, bezwzględności prezydenta Snowa, aż do pojawiania się pierwszych promyków nadziei. Zaczątków rebelii, prób odzyskania wolności, wyzwolenia się spod jarzma Kapitolu. Jest to wyboista droga do powolnego jednoczenia się dystryktów. Jest to też moment do zastanowienia się, kiedy ofiara staje się prześladowcą. Czas, kiedy trzeba zastanowić się, co jest dozwolone na wojnie, kiedy przekracza się granice. Czy obala się dotychczasową władzę, aby czynić dobro i wprowadzać zmiany, czy też zależy nam na władzy. 

"Igrzyska Śmierci" to na pewno jedna z najbardziej wciągających młodzieżówek, jakie miałam okazję czytać. Lata temu oglądałam filmy, ale po przeczytaniu książek stwierdzam, że są one dużo słabsze, niż początkowo sądziłam. Wiadomo, że powieści są pełniejsze, lepiej skonstruowane, ale tutaj nastąpiła duża przepaść. Oglądając ponownie ekranizacje, musiałam dopowiadać chłopakowi pewne rzeczy, aby przedstawić mu szerszą perspektywę, pogłębić bohaterów.

Jeżeli, tak jak ja, zwlekaliście z sięgnięciem po trylogię Suzanne Collins, nie wahajcie się dłużej. Bawiłam się przy niej świetnie, dałam się totalnie porwać historii i przywiązałam się do niektórych postaci. Jest to ciekawa, warta uwagi młodzieżówka, która porusza ważne tematy. Głód, wojna, stosunek do drugiej osoby. Wyraźnie też pokazuje, że to człowiek człowiekowi potrafi zgotować największe piekło. Polecam fanom postapokaliptycznych powieści.

Tytuł oryginalny: The Hunger Games; wyd. Media Rodzina; tłum. Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz, wyd. 2009-2010

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina. 

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia