31 sierpnia 2020

"Pięć lat z życia Dannie Kohan" Rebecca Serle

Udostępnij ten wpis:
Lubię sięgać po książki lekkie, dające prostą rozrywkę. Opis „Pięć lat z życia Dannie Kohan” zapowiadał właśnie taką historię. Czy powieść spełniła swoje zadanie i sprostała moim oczekiwaniom?

Pięć minut. Tyle potrzeba, by zakochać się w tej historii.

Dannie Cohan żyje według ścisłego planu. Wie, że poranny prysznic i makijaż zajmują jej równo trzydzieści sześć minut. Jeśli dodatkowo myje włosy – czterdzieści trzy minuty. Uważa, że związek powinien trwać dwadzieścia cztery miesiące nim para ze sobą zamieszka, a trzydziestka to idealny wiek na ślub. Dannie Cohan jest osobą, dla której odpowiedź na pytanie: „Gdzie widzisz siebie za pięć lat?” nie stanowi najmniejszego problemu.

Ma przecież wszystko zaplanowane.

15 grudnia 2020 roku. Dannie po udanej rozmowie kwalifikacyjnej w wymarzonej kancelarii prawnej umawia się ze swoim chłopakiem na romantyczną kolację, która przeradza się w bajkowe zaręczyny. Wszystko idzie zgodnie z planem, aż do momentu, w którym Dannie zasypia i budzi się… w 2025 roku w innym mieszkaniu, z innym pierścionkiem zaręczynowym na palcu i przy zupełnie obcym mężczyźnie. Po godzinie budzi się ponownie, tym razem w dobrze znanym sobie świecie. Ale czy to na pewno ten sam świat?

A co, jeśli mężczyzna z jej snu istnieje naprawdę? Co, jeśli wkrótce naprawdę się spotkają?”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4935732/piec-lat-z-zycia-dannie-kohan)

Dannie Kohan miała idealnie zaplanowane życie. Wiedziała co chce osiągnąć i kiedy to dostanie. Była pewna swojej przyszłości, aż do momentu, w którym zasnęła i obudziła się pięć lat później, w zupełnie innym mieszkaniu, z obcym mężczyzną u boku, do którego czuła niespotykany wcześniej pociąg. Jej świat zachciał się wtedy w posadach, poddając w wątpliwość wszystkie dotychczasowe plany i uczucia. Skoro za kilka lat będzie związana z kimś innym, to czy jej obecny związek ma sens? Tym większy mętlik pojawia się w jej głowie, gdy mężczyzna ze snu okazuje się istnieć w rzeczywistości.

„Pięć lat z życia Dannie Kohan” to historia o prawdziwej przyjaźni, takiej na dobre i na złe, dającej poczucie bezpieczeństwa i rodzinnego ciepła. To również opowieść o miłości, tej trwającej latami, dającej stabilizację, jak również objawiającej się nagle, spontanicznej, gorącej, ale szczerej i głębokiej, odciskającej piętno na człowieku. Jest także o odwadze, aby prawdziwie doświadczać życia, nie poddawać się konwenansom, nie martwić o to, co mówią inni. Chodzi też o odwagę w podejmowaniu trudnych decyzji, takich które odmieniają dotychczasowe życie, wywracają je do góry nogami, ale przynoszą ukojenie. Jest również o tym, że nie zawsze da się zaplanować przyszłość, bo los może mieć dla nas inne plany.

Według mnie zakończenie jest dużym plusem tej powieści. Był moment, gdy byłam pewna do czego zmierza autorka. I wcale nie byłam z tego powodu szczęśliwa. Uznałam, że jeżeli tak Serle skończy swą opowieść, będę zła. Na szczęście pisarka pozytywnie mnie zaskoczyła. Niestety nie mogę zdradzić ani słowa więcej, żeby nie popsuć Wam lektury.

Czytając powieść Rebecci Serle denerwowała mnie jedna rzecz, mianowicie wymienianie marek ubrań bądź biżuterii. Nie przepadam za tym zabiegiem, zwłaszcza gdy nie jest to jednorazowa wstawka. Nie potrzebuję wiedzieć jakiego producenta jest zegarek, który zakłada na siebie narzeczony bohaterki. Niewiele również wnosi do fabuły informacja jakiej marki jest sukienka, w której występuje Dannie. W przypadku tej historii i tak nie było to przytłaczające, ale zwróciło moją uwagę i jest to niewielki minus, do którego mogę się przyczepić.

„Pięć lat z życia Dannie Kohan” to książka, o  której bardzo trudno mówić, aby w żaden sposób nie zdradzić za dużo szczegółów. Jest powieścią lekką, którą przyjemnie i szybko się czyta. Spędziłam z nią miło czas, jednak nie ukrywam, że to historia z gatunku tych do przeczytania i zapomnienia. 

Tytuł oryginalny: In Five Years; wyd. Czwarta Strona; tłum. Agnieszka Brodzik; str. 319, sierpień 2020 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 

Recenzja znajduje się również na:

27 sierpnia 2020

"Łowca nastolatek" Mikołaj Podolski

Udostępnij ten wpis:
Mikołaj Podolski to dziennikarz piszący wcześniej dla „Gazety Wyborczej”, „Forum Samorządowego” czy „Reportera”, gdzie współpracował z Januszem Szostakiem. Obecnie związany z Onetem. Kiedy kilka lat temu zajął się sprawą samobójstwa nastolatki, Anaid, nie spodziewał się, że będzie to tak duże i niebezpieczne dziennikarskie śledztwo. Poświęcił mu pięć lat, podczas których próbowano go zakneblować wyrokami sądowymi, a gangsterzy z trójmiejskiego półświatka zastraszali go. Jednak dla autora dziennikarstwo to przede wszystkim walka o ludzi, dlatego nie poddał się i dążył do ujawnienia prawdy.

14-latka popełnia samobójstwo, rzucając się pod pociąg. Jej matka i kilku dziennikarzy sprawdzają, kim jest 37-latek, z którym dziewczyna spotkała się przed śmiercią. Sprawa zaprowadziła ich do ekskluzywnych sopockich lokali, w których "na bramkach" stali byli policjanci, gdzie rozbierały się bardzo młode dziewczyny, a z ciał niektórych modelek można było nawet zjeść sushi. Wszystkie tropy prowadziły do szefa „dyskotekowego królestwa”. Na horyzoncie pojawiły się wątki związane z dziecięcą prostytucją, zaginięciem Iwony Wieczorek, mafią lekową, Amber Gold oraz skandalem, którego bohaterem stał się uwielbiany piłkarz. Przerażające kulisy seksafery nie tylko odkryły najbardziej mroczne oblicze Trójmiasta - to pierwsza książka, która dogłębnie bada sprawę Krystiana W. ps. „Krystek”, który przez lata polował na trójmiejskie nastolatki.”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4934812/lowca-nastolatek)

Przyznaję, że nie znałam wcześniej sprawy Zatoki Sztuki. Afera z nią związana wybuchła kilka lat temu, kiedy nie interesowałam się jeszcze takimi wydarzeniami. Dlatego też nie jestem w stanie powiedzieć, czy w „Łowcy nastolatek” przedstawione są jakieś nowe, niepublikowane dotąd wątki. To, co od razu rzuciło mi się w oczy, to zaangażowanie Mikołaja Podolskiego. Nie jest on kolejnym dziennikarzem, który usłyszał o sprawie i postanowił na niej zarobić. Był z nią związany od samego początku, podejrzewam że przeprowadził najwięcej rozmów z osobami zamieszanymi w tę sprawę, zarówno ofiarami, jak i tymi, którzy w jakimś stopniu uczestniczyli w wykorzystywaniu nieletnich.

O Krystku czytałam krótko w książce Janusza Szostaka, poświęconej Iwonie Wieczorek. Mikołaj Podolski również nawiązuje do tej sprawy, jednak nie ma twardych dowodów na to, że mężczyzna miał coś wspólnego ze zniknięciem dziewczyny.

Czytając reportaż byłam oburzona tym, że wszyscy kryli Krystka i jego obrzydliwe czyny. Policja wiedziała, co mężczyzna wyprawia, ale dziwnym sposobem unikał odpowiedzialności za swoje zachowanie, za nękanie młodych dziewcząt. Kiedy jedną uderzył w twarz pod szkołą, sprawa została zgłoszona, jednak nigdzie w zapiskach policji nie ma o tym mowy. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak czuły się dziewczyny, kiedy były wykorzystywane przez Krystka i jego kolegów, a potem szantażowane, tak iż bały się komukolwiek powiedzieć o molestowaniu, gwałcie, zastraszaniu. To, że w końcu się przełamały i zgłosiły do matki Anaid, do Podolskiego, było z ich strony wielką odwagą, zwłaszcza że niektóre założyły już swoje rodziny, miały dzieci i nieświadomych niczego mężów.

Według mnie „Łowca nastolatek” to rzetelnie napisany reportaż, który opiera się na długo gromadzonych faktach, rozmowach ze świadkami. Mikołaj Podolski poświęcił sporo czasu na dokopanie się do niewygodnych danych, ryzykował rozmowami z zamieszanymi w aferę. Nie tylko zebrał te informacje, ale potrafił je również dobrze przedstawić. W swojej książce wspomina o dwójce dziennikarzy, którzy wcześniej opublikowali reportaż dotyczący Zatoki Sztuki, jednak zamieścili w nim wiele nieprawdziwych treści. Po co? Żeby historia się sprzedała, żeby brzmiała ciekawiej. Podolski na szczęście tak nie zrobił. Nie oszukuje czytelnika, nie sprzedaje fałszywych wydarzeń. Sama sprawa jest wystarczająco przerażająca, nie trzeba jej dodatkowo ubarwiać.

Polecam „Łowcę nastolatek” wszystkim, którzy lubią literaturę faktu, a także tym, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o jednej z największych afer w Polsce, a zwłaszcza w Trójmieście. 

Wyd. W. A. B.; str. 336, lipiec 2020 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W. A. B. 

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Instagram || Empik || Bonito || Świat Książki

16 sierpnia 2020

"Otchłań" Jacek Koprowicz

Udostępnij ten wpis:
Jacek Koprowicz jest polskim reżyserem teatralnym oraz filmowym, a także scenarzystą. W 1983 roku zadebiutował filmem „Przeznaczenie”, który jest biografią poety Kazimierza Przerwy-Tetmajera. „Otchłań” to jego pierwsza powieść, która w beletryzowany sposób przedstawia historię katastrofy harcerek Małej Piętnastki na jeziorze Gardno w 1948 roku.

Będziesz tu, na ziemi, żyła krótko – czy w imię mistycznych znaków należy poświęcić własne życie, aby ratować cudze?

Zagłębiając się w beatyfikacyjne dochodzenie, ksiądz Jan Radlicz zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do obłędu. Kto decyduje o świętości? Znaki od Boga czy kościelny edykt? Klucz do rozwiązania tajemnicy jest w rękach fanatycznej ateistki. Kobieta ukrywa nie tylko własne pochodzenie, ale i prawdę o tożsamości księdza postulatora…

Fascynujące kulisy toczącego się wciąż procesu beatyfikacyjnego. Oddana z niemal reporterską dokładnością jedna z największych katastrof w powojennej historii Polski. Przejmująca opowieść o zagładzie żydowskiej Łodzi i dramatycznych rodzinnych tajemnicach. Intrygująca, niejednoznaczna, wyjątkowo oryginalna książka na pograniczu gatunków.

Historia, w której śmierć, świętość i bluźnierstwo stają się jednością.”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4928957/otchlan)

Opis książki jest bardzo tajemniczy, sprawił że zastanawiałam się, co jest fikcją, a co rzeczywistością. Zgodzę się, że jest to mieszanka gatunków – trochę śledztwa rodem z kryminału, namiastka powieści historycznej i literatury pięknej z wątkami religijnymi. Książka niejednoznaczna i wyróżniająca się na tle innych.

Harcerki były na obozie letnim w Gardnie Wielkiej. 18 lipca o 10 rano miały wypłynąć nad morze, przez jezioro Gardno do Rowów. Wycieczka opóźniła się jednak, ponieważ dopiero rano mężczyźni montowali silnik do jednej z łodzi. Jedna z opiekunek wraz ze swoją grupą zrezygnowała z wycieczki, uznając ją za niebezpieczną. Pozostałe 42 osoby, w tym 36 dziewczynek, wypłynęło w rejs. Łodzie od początku były przeciążone, gdyż mogły pomieścić maksymalnie 20 osób. Większa z łodzi zaczęła przeciekać, a wkrótce stanął silnik. Niestety tylko dwie harcerki potrafiły pływać, reszta próbowała utrzymać się na tonących łódkach. Dzięki rybakom z pobliskiej wsi udało się uratować kilka dziewcząt, ciała pozostałych odnaleziono jeszcze tego samego dnia.

Autor opiera się na tym wydarzeniu, snuje dookoła tragedii fikcyjną opowieść. Zachował najważniejsze fakty, ale dodał religijną otoczkę. Nie starał się jednak nadać wydarzeniu rangi cudu, mistycznych czy nadprzyrodzonych przeżyć. Całą moc i wiarę umieścił w młodych harcerkach, a zwłaszcza w postaci Joanny Stawskiej, która miała inspirować swoje koleżanki i rozbudzać w nich ufność i miłość do Boga.

„Otchłań” to książka, która pod postacią opowieści o młodych harcerkach, porusza tematykę wiary. Joanna Stawska jest dziewczyną, która chce zostać świętą. Ona wierzy w to, że jej marzenie się spełni. Otwarcie mówi o swoich doświadczeniach, o rozmowach z Matką Boską. Trafia jednak na koleżankę, Ewę, która będzie kwestionować każde jej słowo, każdy czyn. Będzie podważać wszystkie aspekty istnienia Boga. Można powiedzieć, że cała powieść jest zawoalowaną rozprawą o tym, czy Bóg istnieje. Jest to jednak książka nie tylko dla wierzących, ateiści również mogą ją przeczytać i spojrzeć na nią od swojej strony.

Widać, że Jacek Koprowicz ma doświadczenie w tworzeniu historii. W „Otchłani” jest wiele opisów, nie tylko wydarzeń i miejsc, ale również wewnętrznych rozmów bohaterów, ich uczuć. Mam wrażenie, że autor starał się oddać przedstawiane sytuacje z wielką precyzją, prawie jakby odtwarzał nam film. Doceniam jego zamysł, ale muszę otwarcie przyznać, że dla mnie było tego trochę za dużo, momentami opisy mnie nużyły.

Uważam, że warto zwrócić uwagę na „Otchłań”. Jest to książka, która nie tylko wskrzesza historię o tragicznej śmierci harcerek (na pewno nie ja jedna o niej nie słyszałam), ale również porusza ważny temat wiary, który jest okazją do ciągłej dyskusji dla osób wierzących i niewierzących. Jest to również opowieść o przyjaźni, która może narodzić się między ludźmi pomimo znaczących różnic w poglądach. 

Wyd. Mando; str. 432, czerwiec 2020

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mando.

Recenzja znajduje się również na:

9 sierpnia 2020

"To tylko przyjaciel" Abby Jimenez

Udostępnij ten wpis:
Abby Jimenez jest założycielką cukierni Nadia Cakes, która znana jest na całym świecie z wypieku babeczek. Przy promocji firmy Abby wykorzystała swój talent pisarski, który przekuła również na dwie powieści – debiutancki tytuł „To tylko przyjaciel” oraz „The Happy Ever After Playlist”. O pierwszej książce w Polsce było głośno jeszcze przed premierą, a pozytywne recenzje skłoniły mnie do sięgnięcia po nią.

Kristen Peterson ceni w życiu niezależność i przyjaźń. Nie ma czasu dla facetów, którzy nie rozumieją jej poczucia humoru, ma go za to zawsze dla przyjaciół, ukochanego psa i własnej firmy, którą prężnie rozwija. Chciałaby mieć czas także dla swojego chłopaka Tylera, niestety on wiecznie nieobecny robi karierę w armii na zagranicznych kontraktach. Czas na macierzyństwo nigdy dla Kristen nie nadejdzie, niedługo przejdzie operacje, po której nie będzie mogła mieć dzieci. Wcześniej jednak odbędzie się ślub jej najlepszej przyjaciółki, Sloan. Kristen pomaga w przygotowaniach do wesela. Kiedy poznaje drużbę pana młodego, czuje że pojawia się między nimi niewytłumaczalnie silna chemia. Josh Copeland jest zabawny, seksowny, świetnie reaguje na jej sarkastyczne komentarze i wie, że kiedy Kristen robi się zła, trzeba po prostu dać jej dobrze zjeść. Jest jednak coś, co sprawia, że Josh może być dla Kristen jedynie przyjacielem, nigdy kimś więcej. Josh marzy o dużej rodzinie, a Kristen przecież nie mogłaby mu jej dać. Decyduje się więc na ryzykowny status relacji: friends with benefits. Choć taki układ teoretycznie wydaje się prosty, w praktyce jednak będzie bardzo skomplikowany…”
(https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4931405/to-tylko-przyjaciel)

Mogłoby się wydawać, że „To tylko przyjaciel” jest kolejnym romansem nasyconym seksem, z prostą fabułą, atrakcyjnymi bohaterami i przewidywalnym zakończeniem. Pierwsze się zgadza – kipi tutaj od erotycznego napięcia między bohaterami, a także od gorących scen łóżkowych. Nie martwcie się, nie jest to jednak erotyk na miarę Greya. Główne postacie także są atrakcyjne, dobrze zbudowany strażak oraz seksowna kobieta. Wątek friends with benefits to również nic nowego w świecie literatury kobiecej. Każdy pomyśli sobie, że autorka nie wymyśliła nic nowego, że na pewno bohaterowie zakochają się w sobie, bo przecież tak już musi być w romansach. Może tak będzie, może nie – sami musicie przeczytać. Ważniejsze jest jednak to, co dzieje się w trakcie ich skomplikowanej relacji, wspólne doświadczenia, które ich połączą i zbudują fundamenty tej znajomości.

Pod pozorem lekkiej, zabawnej i romantycznej historii, Abby Jimenez porusza trudny temat. Kristen cierpi na ogromne bóle menstruacyjne, chce przejść operację, która pozwoli jej normalnie funkcjonować. Wiąże się to jednak z rezygnacją z macierzyństwa, które według lekarzy i samej Kristen, również jest niemożliwe z powodu jej dolegliwości. Chyba nikt nie jest w stanie zrozumieć tego, jak czuje się kobieta, która nie może mieć dzieci. Chociaż świat idzie do przodu, dalej popularne jest myślenie, że macierzyństwo definiuje kobietę. Nie masz dzieci = nie jesteś pełnowartościową osobą. Nie możesz mieć dzieci = jesteś wadliwa, gorsza. To smutne i krzywdzące, co stara się nam przekazać autorka. Chociaż wątek miłosny Kristen i Josha jest fikcyjny, to problemy zdrowotne Kristen są oparte na historii przyjaciółki Jimenez. Pisarka przyznaje, że wiele z tego co napisała, jest dosłownym zapisem słów przyjaciółki.

To tylko przyjaciel” jest powieścią, która wywoływała u mnie uśmiech, ale również łzy. Nie mogę Wam spoilerować, ale są w tej historii sceny, których się nie spodziewałam. Abby Jimenez postanowiła być niesztampowa, nie iść na łatwiznę, wyjść poza oczekiwania czytelnika. Takie jest życie i autorka starała się pokazać jego wszystkie odcienie.

Zatrzymując się na chwilę na wątku miłosnym, bo przecież również o tym jest powieść, muszę przyznać, że Kristen bardzo starała się zniechęcić do siebie Josha. Co zabawniejsze, jej starania przyniosły zupełnie inne efekty. Miłość zbudowana na przyjaźni bywa trwalsza, pewniejsza, łatwiejsza. Nie mamy przed sobą wyidealizowanej postaci ukochanej osoby, bo przecież wcześniej poznaliśmy ją z różnych, słabszych i lepszych, stron. Pamiętajcie też, że Kristen nie powstrzymywała się przed uczuciem do Josha tylko przez wzgląd na swoją chorobę. Kiedy się poznali, miała chłopaka, z którym wchodziła w poważniejszy etap. Autorka przemyciła kolejny wątek, z którym mierzą się kobiety – bycie partnerką wojskowego nie jest łatwe. Związek na odległość, niepewność o życie ukochanego, często niewiedza o wszystkich aspektach pracy, miejscu pobytu. Nie wszystkie relacje przetrwają, a te którym się uda, nie są usłane różami, miewają swoje problemy.

Książkę zdecydowanie polecam. Jest to opowieść o miłości, samoakceptacji, prawdziwej przyjaźni. Sama Jimenez uważa, że morał jej powieści jest taki, że bezpłodność nie może nikogo definiować i ograniczać. Zgadzam się z nią w pełni, chociaż domyślam się, że kiedy zostaje się postawionym przed taką diagnozą, ciężko od razu uświadomić sobie, że wciąż jesteśmy pełnowartościowi i zasługujemy na wszystko, co najlepsze. 

Tytuł oryginalny: The Friend Zone; wyd. Muza; tłum. Paweł Wolak; str. 480, lipiec 2020 

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza. 

Recenzja znajduje się również na:

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia